Śladami Magdy Hasse

Standard

Idziemy zrujnowaną drogą, wśród ruin budynków. – Tu, właśnie tu – starszy mężczyzna wyciąga rękę – mieszkała Ona.

hass1  stary herb Hasselandu

“Ona” – tak tu o niej mówią. Bo za czasów solardyjskiej okupacji nie wolno było wspominać Magdy Hasse. Solardia przejęła Cyberię i budowała ją w opozycji do jej twórczyni. Być może dlatego, by poprzez wymazanie prawdy o przeszłości, udowadniać “solardyjskość” tej krainy.

– Pamiętam ją, miłą, sympatyczną. Ale coś ją opętało. Albo ktoś… – opowiada siwowłosy staruszek. Ten “ktoś” to Cymeryjka, która po śmierci Królowej Magdaleny objęła hasselandzki i cyberyjski tron, wprowadzając coraz bardziej dyktatorskie rządy i w końcu wysadzając cały kraj w powietrze. – Nie rozumiem, czemu Ona na to poszła. Najpierw anarchia, bezład, potem Tamci…

“Tamci” to z kolei Solardyjczycy. Przybyli, mieli pomóc – a wprowadzili brutalną okupację, karząc za pamięć o Hasselandzie. To “Tamci” zniszczyli dom Magdy Hasse. – Od świtu słychać było huki. To przyjechały buldożery i po prostu zniszczyły jej dom – mówi staruszek.

Dziś ubrani w białe kitle naukowcy zbierają, cegła po cegle, resztki domu Magdy Hasse. Przy tablicy informującej o pracach badawczych ktoś wywiesił kartkę:

ODBUDUJEMY CI DOM. MAGDO, WRÓĆ!

PdeZ

Advertisements

Nieśmieszny żart

Standard

Ktoś zażartował sobie, tworząc “testament” Wielkiego Księcia Solardii. “My, Morfeusz Lucjusz Tyler, Wielki Książę Solardii, Książę Cyberii, Suweren Czarnozamcza, Krainy Mroku… ect…ect  Postanawiamy co następuję: 1. Wygaszamy działalność Wielkiego Księstwa Solardii…”

hercyb herb tzw. Cyberii solardyjskiej

Niestety, mikronacje są w takim stanie, że “Testament” wydawał się autentyczny. Ile to wirtualnych państw zakończyło ostatnio swoją działalność? A Solardia jest w fatalnym stanie od bardzo dawna. Dziwne, że formalnie rzecz biorąc wciąż istnieje.

Wydawać by się mogło, że oto koniec Solardii, a kawałek tego v-państwa, czyli Cyberia (dawne ziemie Konfederacji Cyberii, oddane przez hasselandzki rząd emigracyjny we władanie Solardii), trafi do Hasselandu. Jednak “Testament” okazał się fałszywy. Pojawił się Wielki Książę i napisał na tzw. Forumiksie: Wielkie Księstwo Solardii trwa, tyle że już na ugruntowanym maraźmie.

Kto zrobił ten nieśmieszny żart? Nie wiemy i pewno się nie dowiemy. Dla nas oznacza to, że Cyberia pozostanie tam gdzie jest, czyli nigdzie. I taka, jaka jest: ruina, opustoszałe, bezludne ziemie. Szkoda.

Nieśmieszne są też utyskiwania tych, którzy w duchu cieszą się z upadku Solardii, ale jej pikseli będą bronić do ostatka. Lepiej, żeby zgniło, rozpadło się, unicestwiło! Zastanawiające, ile to w ludziach jest bezinteresownej złości. No ale jeśli tak jest w mikronacjach, to co narzekać na sytuację w realu…

Z Solardią kiedyś się spieraliśmy. Dziś powiem tak: żal każdej mikronacji. Żal będzie i Solardii, gdyby miała upaść. Mikronacja o tak wielkich tradycjach powinna przetrwać, mimo dążeń zawistników i złośliwców. Niech sobie piszą kolejne fałszywe testamenty, niech marzą o “hasselandzkiej agresji” na solardyjskie ziemie. Niech wylewają swoją złość.

Ja życzę Solardii przetrwania i odrodzenia.

Piotr de Zaym

Budujemy nowy, lepszy świat!

Standard

Brodria postanowiła zrezygnować z bialeńskiego patronatu i przyłączyć się do nowopowstającej Konfederacji Amicitia. Bialeńczycy więc tworzą… nową, lepszą Brodrię! Taki nowy, lepszy pseudoświat…

new-world

Najpierw wypowiedział się prezydent Republiki Bialeńskiej, Tadeusz Krasnodębski:

Republika Bialeńska zastrzega, że w razie nieprzeprowadzenia wyborów i niezaniechania prowadzenia destrukcyjnych działań przez Iwana Pietrowa, władze Bialenii wprowadzą do Brodrii wojsko celem przywrócenia ładu wewnętrznego i demokratyzacji państwa.

Republika Bialeńska nie zapomina o przyjaciołach. Bialenia będzie troszczyć się o Brodrię, dopóki samozwańczy monarcha absolutny nie przestanie podejmować nielegalnych, wyniszczających decyzji. Staniemy w obronie Narodu Brodryjskiego zawsze, gdy będzie to konieczne. Ochronimy Brodryjczyków przed każdym przejawem dyktatury, tyranii i niewoli.

Skoro jednak Brodria się nie ulękła bialeńskiej agresji i postanowiła przenieść się spod “opiekuńczych skrzydeł” Bialenii, władze bialeńskie znalazły rozwiązanie. Wyciągnęły i odkurzyły wieczną byłą Carycę o stu tytułach – Aleksandrę Dostojewską. Wracając do Bialenii napisała:

Powracam odmieniona, po duchowej i moralnej przemianie, nie pragnąc zaszczytów ni zemsty za krzywdy. Pragnąc, li i jedynie zapisania swoją osobą kolejnej dumne i wzniosłej karty w dziejach naszej Ojczyzny. Ojczyzny, której sterów powierzonych mi pilnie strzegłam i strzec będę ponownie.

I chwilę potem okazało się, po co wróciła:

Ja, Aleksandra Izabella Dostojewska, korzystając z nadanych mi w dożywotnie posiadanie tytułów Carycy Brodrii, apeluję w imieniu całego naszego Narodu o interwencję i ukrócenie uzurpatorskich rządów samozwańczego cara Iwana Pietrowa.

Czyli: władze bialeńskie stworzyły samozwańczego władcę Brodrii, który poprosił o udzielenie “bratniej pomocy”… Skąd z reala my to znamy?…

Żeby było zabawniej, apel ten został wydany jeszcze przed “objęciem władzy”:

Ogłaszam, że wraz z dniem 16.02.2017 z tytułu posiadania dożywotniej godności Carycy Najjaśniejszego Carstwa Brodryjskiego, przejmuję władzę nad całym terytorium Brodrii i biorę ją w depozyt aż do powrotu Prezydenta Federacji Brodryjskiej lub zakończenia jego kadencji.

I jeszcze zabawniej… Okazuje się, że zdaniem “Carycy”, Brodria to część Bialenii:

Brodria – trwa i trwać będzie po wsze czasy przy swojej żywicielce i opiekunce, którą na przestrzeni lat stała się umiłowana Republika Bialeńska. Kto podnosi rękę na Bialenię, na jej Prezydenta, ten jakoby podnosił rękę na Brodrię i Dom Panujący.
Wszystkim, którzy zapomnieli i w chwili próby opuścili Bialenię przypominam: gdyby Brodria w odpowiednim momencie swoich dziejów nie trafiła pod skrzydła bialeńskie, dzisiaj by jej nie było!
Dlatego nie pozwolimy na rozbiór Republiki Bialeńskiej, którego usiłowano dokonać ręką Iwana Pietrowa. Mamy zaś nadzieję, że opinia międzynarodowa uzna nasze racje, gdyż są podparte silnym Fundamentem Prawa.

Tym “orędziem” “Caryca” ujawniła zamiary swoje i władz Bialenii: Bialenia ma być wielka, największa, a Brodria – choćby udawana – ma na wieki zostać jej częścią. Były prezydent Bialenii, który chwilami był obywatelem Hasselandu, a chwilami – Brodrii, został nawet przez “Carycę” mianowany arcyksięciem; teraz się jej odwdzięcza, pisząc:

Dziękuję, Wasza Carska Słodkość! Serduszko

I tak, słodząc sobie nawzajem, Ekscaryca i Eksprezydent zbudują Brodrię-bis, zaspokajając imperialne ambicje Prezydenta Krasnodębskiego i swoje własne.

Szkoda tylko, że Bialenia niszczy w ten sposób wizerunek demokratycznej, przyjaznej republiki, który przyciągał, a nie odpychał. Może imperializm a la Krasnodębski-Swarzewski i budowanie quasi-Brodrii kiedyś przeminą, ale odbudowanie mitu prawdziwej mikronacyjnej demokracji będzie bardzo trudne…

Piotr de Zaym

Konfederacja Przyjaciół

Standard

brev0159

Mamy więc nową próbę stworzenia mikronacyjnego ugrupowania: Konfederację Amicitia.  Czyli Konfederację Przyjaciół. Czy tym razem się uda? Jest na to szansa, bo formuła ta zakłada równość.

Traktat konfederacyjny został skronstruowany tak, że uwzględniona została zarówno równość podmiotów (każdy wysyła jednego przedstawiciela do Rady Prezydenckiej), jak i możliwość demokratycznego wyboru (wybierany jest Prezydent). Kompetencje “centrum są skromne, ale możliwe jest ich poszerzenie (lub ograniczenie).

Najważniejsza jest równość. Inaczej niż w dużych mikronacjach, które preferują inkorporacje, tu mamy wolny związek wolnych państw. To może się udać!

Oczywiście, pojawiają się problemy. Jednym z nich będzie zapewne opór Bialenii przed “oddaniem” Brodrii. To zresztą klasyczny przykład szans małych mikronacji w razie zgody na “opiekę” ze strony mikronacji większej: ta “opieka” oznacza zazwyczaj hegemonię. Wyrwanie się z objęć “opiekuna” może być bardzo trudne.

I dlatego lepsza Konfederacja Przyjaciół od “przyjacielskiej opieki” kogoś silnego. Jeśli chce się pozostać sobą, a nie pozorowanym wirtualnym państwem – wydmuszką mikronacji.

Piotr de Zaym

 

 

 

MIKRONACJE – Poradnik dla nowoprzybyłych cz. 1.

Standard

Rozpoczynamy prezentację naszego PORADNIKA DLA NOWPRZYBYŁYCH. Ma służyć w promowani idei mikronacji. Oto część pierwsza.

mikronacje_poradnik

Zachęcony przez rodzinę/znajomych/Facebook przybysz do jednej z mikronacji, na przykład do Hasselandu, może czuć się zagubiony dużo bardziej, niż gdyby dotarł w świecie realnym do nieznanego sobie kraju. Bo w tym nieznanym kraju – nawet, jeśli język jest obcy i pisany dziwnym alfabetem – wiele rzeczy jest podobnych. Na przykład stacje kolejowe i lotniska, hotele i sklepy, nie mówiąc o McDonaldsie. A z ludźmi da się dogadać na migi.

W mikronacjach mamy niby to, co w “realu”: prezydentów lub królów, rządy i parlamenty, miasta z ulicami i domami (choć tylko na obrazkach lub na mapie). Można zwiedzać, można oglądać zabytki. Można wirtualnie zamieszkać, porozmawiać – i to w doskonale sobie znanym języku. Ale jest inaczej. I to “inaczej” trzeba poczuć.

Zasadnicza różnica pomiędzy “realem” a mikronacjami, zwanymi też wirtualnymi państwami, jest to, że te ostatnie wypełniają tylko część funkcji w porównaniu z “realnymi”. I w związku z tym ludzie robią tam tylko część tego, co w świecie realnym.

Czego nie robią? Ponieważ v-gospodarka albo jest w stanie szczątkowym, albo jej nie ma, odpada cała aktywność gospodarcza, a także (niemal) wszystko, co jest ważne na co dzień w “realu”: kupowanie lub sprzedawanie. Owszem, czasem trzeba coś zapłacić, kupić np. dom czy mieszkanie. Czasem nawet trzeba wirtualnie jeść. Ale to jest margines. Co za tym idzie, odpada wielka część dyskusji. W “realu” polityka jakoś kręci się wokół pieniędzy. Liberałowie, socjaliści – dla nich ważna jest gospodarka, własność, rynek. W mikronacjach tego nie ma. Używając języka marksistowskiego, nie ma “bazy”, jest sama “nadbudowa”.

Co więc robią: W największym skrócie, możliwości jest kilka. Albo zajmowanie się polityką, ale tylko w sferze pozagospodarczej. W tym – aktywność we władzach państwowych i samorządowych, udział w partiach politycznych, polityka międzynarodowa. Albo to, co jest możliwe w świecie wirtualnym: nauka, kultura. A więc nauczanie i uczenie się, tworzenie – pisanie, malowanie, rysowanie. No i działanie narracyjne, np. w wirtualnych armiach, gdzie można np. przeprowadzić wielkie manewry. Gorzej z wojnami, choć to może dobrze.

Oczywiście, jest też coś zupełnie wirtualnego, a więc budowanie mikronacji na stronach internetowych, rozwijanie miast, opisywanie geografii, klimatu.

Jeśli więc godzisz się, że nie zostaniesz wirtualnym biznesmenem, bo nie ma jak, a chcesz być v-politykiem, v-naukowcem, v-dziennikarzem, v-artystą, v-żołnierzem – mikronacje są miejscem idealnym!

cdn.

P. de Z.

To nie ja. Ale i tak w to nie uwierzycie!

Standard

Bawi mnie rozkręcająca się dyskusja na temat, kim jest “Krjakobr”, piszący w “Gazecie Hasselandzkiej”. Dyskusja w Dreamlandzie i nie tylko.

znak-zapytania

Powiem krótko:

to nie ja.

Krjakobr nie jest moim pseudonimem. Nie wierzycie? Ba! Ja byłem pewien, że niezależnie od tego, co powiem – i tak nie uwierzycie. No to nie wierzcie. Wasz problem!

W tym miejscu chciałem złożyć serdeczne podziękowania Krjakobrowi; jeśli się ujawni, czeka go order za wzbudzanie zainteresowania Hasselandem w innych mikronacjach!

Piotr de Zaym

Przegląd zagranicy

Standard

Gazeta Hasselandzka – przegląd zagranicy: wydanie I/2016

przegladzagranicy

Co takiego dzieje się poza wyspami Razuri i Vienbien? Najważniejsze wydarzenia tylko w przeglądzie zagranicy Gazety Hasselandzkiej. Zapraszam do lektury pierwszego wydania.

 

Zmiany Ustrojowe w Sarmacji

W Księstwie Sarmacji Sejm Wielki zastąpił uprzednią izbę parlamentarną. W jego skład mogą od teraz wejść wszyscy chętni, aktywni obywatele. Nie będzie już wyborów parlamentarnych, w ich miejsce pojawią się bezpośrednie wybory na Kanclerza – sarmackiego szefa rządu, który zyskuje teraz jeszcze większą pozycję niż w przeszłości. Za taką zmianą postulował jeden z najaktywniejszych i najbardziej wpływowych obecnie mieszkańców mikroświatowego mocarstwa – wcześniejszy Kanclerz Wicehrabia Robert Janusz von Thorn.

W pierwszych wyborach kanclerskich o fotel sarmackiego szefa rządu stoczyli spór właśnie von Thorn oraz Konrad Friedman. Wyniku wyborów można było się spodziewać – dosyć pewnie wygrał były Kanclerz, który nie opuści jeszcze swojego gabinetu. RCA zgromadził ponad 55% głosów, natomiast jego kontrkandydat niecałe 42%. Jednak jak sam przyznaje nie przyniesie mu to w obecnym systemie żadnych korzyści: “W związku z tym, realnych korzyści z wyniku wyborczego nie ma, a w opozycję można się bawić nawet bez wcześniejszej próby ugrania fotela kanclerza.”.

m_a0062

Herb Kanclerza Księstwa Sarmacji – Roberta Janusza von Thorna

Rankingi, klony i zawirowania – Królestwo Agurii na skraju upadku

Kolejny ranking aktywności państw wirtualnych za miesiąc listopad pojawił się w państwie agurskim. Tym razem na pierwszym miejscu zagościła Bialenia (ponad 4 tysiące postów) przeganiając znacząco Sarmację (ponad 2 tysiące postów na forum). Na trzeciej pozycji tuż za Sarmacją uplasował Dreamland. Po raz kolejny ów ranking wzbudził spore zamieszanie – z jego zapiskami nie zgadzali się przede wszystkim Sarmaci, którzy uważali, że ich aktywność to nie tylko posty, ale i ćwirki, czy komentarze oraz atykuły, twierdząc, że faktycznie produkują nawet o 50% więcej. Z takim stwierdzeniem nie zgadzali się Dreamlandczycy (jak Permier Daniel von Witt) informując, że jest to przecież ranking aktywności na forum.

Wraz z tematem rankingu powróciły głosy co do kloningu w Agurii o czym miały sugerować kilka razy dublujące się posty, niesamowicie niska aktywność obywateli Królestwa poza jego granicami, jak i bardzo szybka i dynamiczna wymiana obywateli w państwie. W odpowiedzi Aguria zablokowała dostęp do większości swoich działów. Po chwili mikronauci zagrzmieli skazując Agurię na upadek. Takiego zdania jest choćby  Gaston de Senancour: “Jakie piękne samobójstwo! Nie ma to jak zamknąć forum dla oczu obserwatorów i potencjalnych obywateli. Cóż, teraz pozostaje już tylko nieskrępowany kloning …”.  Niektórzy uważają nawet, że ranking agurski z powodu kloningu powinno się bojkotować.

Wątpliwa jest także sytuacja państwa znanego pod nazwą Santera, którego większość obywateli stanowią byli “mieszkańcy” Agurii. Głównym zarzutem jaki się im stawia (poza byciem obywatelami prawdopodobnie sklonowanej nacji) jest “kopiowanie wikipedii”na forum. Podobnie jak miało to miejsce w ich byłej ojczyźnie.

Królestwo Agurii

Czy to już koniec Królestwa Agurii?

(Prawie) wojna między Surmenią a Elderlandem

Stan gotowości bojowej w Surmenii, Mobilizacja w Elderlandzie, gorąca sytuacja na granicy obu państw – tak blisko sporu na Orientyce nie byliśmy chyba od czasów Mikisigosa. A wszystko zaczęło się od umieszczenia terytorium Ciprofloksji jako obszru spornego na mapach KIK, co bardzo nie spodobało się Surmeńczykom. Liczne noty zostały skierowane do Premiera Dreamlandu i wysokiego przedstawiciela Elderlandu Daniela von Witta o zmianę stanu rzeczy. Ten tłumaczy się jednak, że funkcję szefa KIK wykonującego mapy pełni oddzielnie od funkcji rządowych wobec czego o zmianie nie ma mowy.

Mimo, iż cała sytuacja została uznana za skandal, do żadnego ataku jednak nie doszło, a same armie nie mają póki co agresywnego nastawienia. Wszystko może zakończyć się więc na drodze pokoju i taką nadzieję żywi Redakcja Gazety Hasselandzkiej.

images.al-monitor.com/almpics/2016/11/RTX2O7HR.jpg/RTX2O7HR-570.jpg

 

 

Eddard Noqtern