Spór o kulturę Hasselandu

Standard

Jaki powinien być Hasseland? Kanadyjsko-azjatycki czy rosyjski? To spór ważny, bo określający mikronację.

mountiemaintain ile Kanady w Hasselandzie?…

Najpierw nieco historii. Pierwotnie, Hasseland miał formułę jakby polską. Królowa, Sejm, ba, nawet złotówka. Potem ta polskość nieco się zatracała, zamiast złotówki – dukat, zamiast Sejmu – ciała o bardziej obco brzmiących nazwach…

Odrodzony po latach Hasseland, który dzięki nieodżałowanemu płk. Timoteosowi Stefanosigosowi osiedlił się na Razuri i Zegiesa, przybrał formułę podwójną. W tle – azjatycką, bo takie było Razuri. Od frontu – nieco kanadyjską.

Czemu kanadyjską? Bo pomysł był na v-Kanadę właśnie, przynajmniej w sensie politycznym. Król “z importu”, Gubernator Generalny, prowincje. Ale projekt “importowany król” (zdradzę, że były dwie opcje – Książę Sarmacji i Cesarz Austro-Węgier) upadł, bo nie chciało go społeczeństwo. Po dokonanej elekcji zniknął Gubernator Generalny…

A po abdykacji Piotra Pawła I nastał Iwan I Iwanowicz, potem Romanow, którego Kanada specjalnie nie interesuje, ciekawi natomiast Rosja. Zaczął więc wprowadzać zmiany, które wprowadzały elementy rosyjskości. To doprowadziło do pewnego zamętu, bo kultura rosyjsko-kanadyjsko-azjatycka oznacza po prostu mętlik.

Według mnie idea rosyjskiej mikronacji może być interesująca (choć akurat nie jestem jej zwolennikiem), ale mieszanina ustrojów i tła kulturowego jest zupełnie nieciekawa. Jeśli do potrawy dodamy za wielu przypraw, nie będzie smaczna.  Stek z bizona w soljance curry z ryżem? Ehm…

Stąd pomysł zróżnicowania prowincji. Tak, by jedna – np. powstała niedawno Złota Ruś – była wyraziście rosyjska, a inne – cóż, po prostu inne. Choćby kanadyjsko-azjatyckie, tak, jakby Kanadyjczycy mieli w Azji jakieś ziemie. Polityczny system kanadyjski, dzielnice miast europejskie – kanadyjskie, a obok dzielnice i wsie azjatyckie. Można pomyśleć o jeszcze innych zmianach, np. kompletnego odejścia od v-Kanady na Razuri, ale gdzie wówczas Hasseland?

Debata – może niekoniecznie widoczna na zewnątrz – trwa. Oby tylko doprowadziła do większej wyrazistości Hasselandu. Bo rosyjsko-kanadyjsko-azjatycka zupa będzie niestrawna.

Potr de Zaym

Advertisements

Hulaj dusza i nagroda Zgniłego Banana

Standard

W świecie realnym trzeba się pilnować. Zachowywać w miarę uprzejmie, jak kląć – to w swoim towarzystwie, jak się upić – to możliwie bez szaleństw na ulicy. Bo jednak ludzie patrzą, policja czasem chodzi. Bo nie wypada.

W Internecie, jak się okazuje, można wszystko. Także w mikronacjach. Można bez problemu kogoś znieważyć i nawyzywać. Mozna rzucać oszczerstwa i zniesławiać. Psycholog powiedziałby zapewne, że to odreagowanie na konieczność “sztywnego” zachowania w świecie realnym. Być może.

Od czasu do czasu tacy sfrustrowani osobnicy nawiedzają stronę “Gazety Hasselandzkiej” i coś piszą. Wystarczy poczytac komentarze. Postanowiliśmy więc zmniejszyć ich frustrację poprzez przyznawanie nagrody ZGNIŁEGO BANANA. Jak wiadomo zgniły banan jednak pozostaje bananem, a przy pewnym wysiłku można go skomsumować. Ale jest symbolem zgnilizny, którą reprezentują wspomniani komentatorzy.

Redakcja “Gazety Hasselandzkiej” jednogłośnie postanowiła przyznać pierwszą nagrodę Zgniłego Banana Panu Talerzowi, za jego wyróźniające się wysiłki obrzucania błotem Hasselandu i jego Króla-Seniora!

Zgniły Banan

Gratulujemy!

Jerzy Zermatt

Bez oszczerstw i zniesławień

Standard

Redakcja “Gazety Hasselandzkiej” informuje, iż komentarze zawierające oczywiste oszczerstwa lub zniesławienia i wyrazy wulgarne, a także lekceważące wobec Państwa i Narodu Hasselandzkiego, będą usuwane, jako sprzeczne z  Ustawą Kodeks sprawiedliwości z dn. 24 lutego 2014 r. [MUKH 14/02/01]  a zwłaszcza art. 12 i 13.

Osoby pragnące popełniać przestępstwa prosimy o wykorzystywanie do tego celu innych forów.

Klątwa Angemont

Standard

Miasto stołeczne Angemont znane jest w mikroświecie jako stolica Królestwa Hasselandu, siedziba władz , w tym Króla. I… nic więcej.

Obrazek

Na dość lichej, króciutkiej stronie (link) możemy zobaczyć plan miasta oraz plan starówki. Z innych źródeł wiemy, że Angemont to największe miasto Królestwa. Na reprezentacyjnej starówce znajdują się tak ważne obiekty jak Ratusz, Pałac Królewski, Pałace Premierów, Dworski i Biskupi. Niestety brakuje praktycznie wszystkiego – grafik, informacji, a przede wszystkim życia i wydarzeń, których w takim mieście nie powinno brakować.

Co jest w takim razie przyczyną takiego stanu rzeczy? Odpowiedź jest oczywista – brak sprawnego menadżera. W przeciągu ostatniego półrocza stanowisko to przechodziło z rąk do rąk chyba z pięć razy, ale wróćmy jeszcze do czasów wcześniejszych. W 2012, kiedy nowy Hasseland, dopiero co powstawał sprawami stolicy zajmowała się niejaka Elżbieta Tisso – była wicepremier oraz minister kultury Hasselandu. Plany były ambitne, trochę się nawet zaczęło dziać – powstało między innymi metro, by chwilę później p. Tisso zniknęła tak szybko jak się pojawiła.

Rok później działać w Angemont próbował ówczesny Premier – Virtulius. Działań nie było jednak dużo, a Pan Virtulius wkrótce potem zachorował na ostrą realiozę. Po Virtuliusie urząd menadżera sprawował Poul Morthensen. Chociaż sprawował to zbyt optymistyczne słowo. Drogi Hrabia jedynie tytułował się menadżerem, gdyż działań w mieście nie przejawiał żadnych. Jak zapewne większość czytelników wie, Morthensen okazał się zdrajcą i po zamachu na Króla, zmarł na zawał serca. Tak zniknął trzeci już menadżer miasta.

Po Morthenserze przez krótki okres, klucz do Ratusza znajdował się w rękach Iwana Iwanowicza. Ten natomiast został wybrany Królem, w związku z czym zrezygnował ze stołecznej funkcji. Co ważne Król postanowił opuścić stolicę i zamieszkać w nowo wybudowanej rezydencji pod Iwanowem (nowo wybudowanym też). Ta decyzja Króla osłabiła miasto. Sam Monarcha chciał jeszcze zamienić Pałac w Angemont na muzeum. Na szczęście dzięki protestom Premiera, do niczego nie doszło. Po przemianie Iwana Iwanowicza na Iwana I Romanowa, obowiązki (czy raczej brak obowiązków) mera stolicy przejął Piotr de Zaym. Również za jego kadencji nic nowego się nie wydarzyło

Wraz z marcem 2015 roku nadeszła nowa nadzieja. A konkretnie nowy mieszkaniec – Klaudiusz Frollo, który w dość szybkim czasie rozpoczął działalność właśnie jako menadżer „Góry Aniołów”. Plany były ambitne: miała powstać nowa strona, nowe opisy, miało dużo się dziać. Wszystko szło w dobrym kierunku, do Wielkanocy… Właśnie wtedy nowy menadżer na realiozę zachorował. Do tej pory nie wyzdrowiał. Tym samym Klaudiusz Frollo stał się czwartą już ofiarą Angemont.

Z sześciu osób, które pełniły funkcję menadżera pozostały tylko dwie. Co takiego znajduje się w naszej pięknej stolicy, położonej w centrum wyspy Razuri? Czy to klątwa? Zaraza realiozy? Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić czego w mieście nie znajdziemy – a mianowicie niczego… niczego ciekawego. A dopóki nie znajdzie się jakaś osoba, które nie podda się po miesiącu sprawowanej funkcji, dopóty sytuacja nie poprawi się. Miejmy jednak nadzieję, że zjawi się kiedyś człowiek, który temu wyzwaniu podoła.

Eddard Noqtern

Nieważne piksele

Standard

W kilku mikronacjach podniósł się lament: Hasseland uprawia imperialistyczną politykę, bo zajmuje ziemie upadłych v-państw. A przecież takie “przejmowanie pikseli” jest bez sensu, bo te piksele (czyli ziemie na mapach – dodaję dla wyjaśnienia tym, którzy nie wiedzą o co chodzi) same z siebie nic nie znaczą…
piksele

To stwierdzenia nielogiczne. Albo piksele nic nie znaczą, po co więc cała afera? Jeśli ktoś – np. Hasseland – chce przejąć owe nieważne piksele, niech sobie bierze. Albo piksele są ważne, to wtedy trzeba było się opustoszałymi ziemiami zająć samemu, zainicjować korzystne rozwiązania, a nie lamentować po fakcie.

Nie ma sensu analizowanie konwencji, podpisanej przez kilka mikronacji, a potem skutecznie podeptanej przez jedną z nich. Co autorzy mieli na myśli – czy stała się ważna po podpisaniu i ratyfikowaniu przez sygnatariuszy, czy też miała stać się ważna po podpisaniu przez inne, kompletnie niezainteresowane sprawą mikronacje? Możemy się spierać przez kolejne godziny, dni i miesiące.

Rzecz w meritum. A meritum jest takie: albo Hasseland i kilka innych mikronacji zagospodaruje puste ziemie, albo pozostaną one puste. Bo nie wyobrażam sobie nowej konferencji i nowej konwencji. Chyba, że jakaś zbrojna inwazja, ale to mało prawdopodobne…

Czyli mamy v-państwa zachowujące sie jak psy ogrodnika: same nie wezmą i innym nie dadzą. Niech szczeźnie, zniszczeje, byle nasze było na górze! To prawdziwie konstruktywna postawa!

Niestety – postawa charakterystyczna dla polskich mikronacji, gdzie każdy boi się współpracy jak ognia, gdzie najlepiej bawić się we własnej, choćby małej piaskownicy, pilnować swoich zabawek, a jak ktoś inny zacznie się bawić lepiej, to sypnąć piaskiem po oczach – niech ma za swoje!

Piotr de Zaym

Załóżmy MIP

Standard

Wyraziłem już kiedyś w “Gazecie Hasselandzkiej” przekonanie, że mimo słuszności krytyki OPM, brak tej organizacji mocno nam doskwiera. Na nowy OPM nie ma szans. Boję się, że każda próba stworzenia czegokolwiek, co by OPM przypominało, będzie natychmiast zaatakowana, jako “chęć dominacji” i “polityka imperialna” Hasselandu czy kogokolwiek, kto by takie neo-OPM zaczął tworzyć. Proponuję więc coś zupełnie innego: Mikronacyjny Instytut Pokoju.

mip-LOGO

Oto moja propozycja: zapraszam liderów mikronacji, także byłych liderów, szefów dyplomacji i byłych ministrów spraw zagranicznych, wszystkich zainteresowanych, do współpracy przy budowie instytutu, który miałby na celu umacnianie pokoju w polskim v-świecie.

Porzućmy uprzedzenia i urazy i spróbujmy działać – dla wspólnego dobra. Instytut stworzyłby Radę Seniorów, która mogłaby być instytucją arbitrażową dla mikronacji – o ile ktokolwiek zechciałby skorzystać z jej pomocy. Wszystko na zasadzie dobrowolności, a zarazem równości i sprawiedliwości. Może się uda?

Piotr de Zaym