Uderz w stół…

Standard

Uderzyłem w stół. I nożyce się odezwały…

Jako “pierwsze nożyce” zagrał szef MSZ Sarmacji p. Asketil, który tak się zaangażował, że napisał chyba z dziesięć komentarzy do tekstu mojego i do kolejnego, autorstwa Króla Piotra Pawła I. To znakomicie: widać, że człowiek się przejmuje mikronacjami. Choć z jego poglądami się nie zgadzam, moja rada do Króla Hasselandu jest następująca: rozmawiajmy z tym facetem, on bierze rzeczy na serio i na serio się angażuje! A że akurat Sarmata – trudno. Nie mamy żadnych antysarmackich uprzedzeń (przynajmniej ja…),

Ale skoro o Sarmacji: nie, naprawdę – szczyt w Angemont nie był przeciwwagą dla Sarmacji. Generalnie, nie był przeciwwagą dla niczego ani dla nikogo. Panie Ministrze, drodzy Sarmaci: Hasseland nie żyje Sarmacją, więc działania Hasselandu nie skupiają się na Sarmacji; nie są ani przeciwko niej, ani dla niej, ani obok niej. Historycznie rzecz biorąc, chcieliśmy współpracy, Sarmaci zaoferowali tak małą marchewkę, że okazało się to bez sensu – tym bardziej, że czołowi przywódcy sarmaccy goszcząc w Hasselandzie zachowali się skrajnie nieuprzejmie. Po co zadawać się z takimi ludźmi? Może z ministrem Asketilem będzie inaczej.

Szczyt w Angemont nie był też przeciwwagą dla państwa bez kreseczki. Czy z kreseczką? Cóż… Znam osobiście Króla Piotra Pawła I i poświadczam: chwilami sprawia wrażenie, jakby miał sklerozę. Choć na szczęście rzadko… Więc pewno zapomniał o tej kreseczce. Czy też jej braku… Ale p. Abdul ze swym chamstwem to chyba z tego bezkreseczkowego kraju się nie wywodzi? Bo jeśli tak, to przykre. Bardzo przykre. Dla tego państwa, rzecz jasna.

I na koniec ważna nowina: dalej będę ukrywał się za pseudonimem, wysyłając teksty do Króla by ten je publikował, aby w żaden sposób nie można było mnie wyśledzić! Nie wynika to z moich obaw czy strachu. Po prostu tak jest wygodniej. A jest zgodnie z normami dziennikarstwa w świecie realnym. Czyli, podpiszę się jak zwykle,

Jerzy Zermatt

Advertisements

Trzeba próbować. I próbować. I próbować…

Standard

Ponieważ mój przyjaciel Jerzy Zermatt postanowił nie wdawać w polemiki z MSZ Sarmacji na temat niestosowności używania pseudonimów w mikronacyjnych mediach, postanowiłem sam napisać kilka uwag. Ale nie odnoszących się do Pana Ministra Asketila i jego tekstu, a do szczytu w Angemont.

Po pierwsze, stan mikronacji jest mizerny. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Oczywiście, przydałaby się analiza przyczyn (najczęściej jako praprzyczynę kryzysu wskazuje się… Facebooka). Ważniejsze jest jednak znalezienie sposobu na poprawę obecnej sytuacji.

Trzeba więc próbować go znaleźć. Taką próbą był szczyt w Angemont. Czy skuteczną? Zapewne średnio; nie padły tam odkrywcze stwierdzenia, nie wynaleźliśmy “prochu”, ale jakieś pomysły się pojawiły. A co istotne – pojawiła się chęć współpracy.

A jeśli ta próba się nie powiedzie? To trzeba spróbować znów, może inaczej. I znów. I jeszcze raz. Jeśli chcemy, by mikronacje nie tylko przetrwały, ale się też rozwinęły.

Na marginesie jedna uwaga. Duże mikronacje, w tym Sarmacja, są niełatwym partnerem do rozmów. I nie chodzi mi o to, że obecna Sarmacja ma ducha zupełnie innego niż wówczas, gdy jako uciekinier z rozdartego wojną domową Hasselandu dobiłem do sarmackiego brzegu, prosząc o azyl. A ma; to zupełnie inna Sarmacja, aż dziwi mnie mój sentyment do tego kraju. Ale do rzeczy. Duże mikronacje mają tendencje lekceważenia mniejszych. “My jesteśmy potężni, a wy, mali, nic nie znaczycie” – tak można odczytać niemal wszystkie wypowiedzi “wielkich“. Miałem nie odnosić się do artykułu Ministra Asketila, ale to uczynię: ten artykuł przepojony jest duchem takiej właśnie wyższości.

Dziwiłem się, będąc sarmackim kanclerzem, podkanclerzem czy ministrem, czemu mniejsze mikronacje nie lubią Sarmacji. Odpowiedź mam dziś: bo przedstawiciele dużych mikronacji muszą być szczególnie ostrożni w słowach i czynach, a przeważnie nie byli (i nie są). Jako sekretarz generalny OPM nauczyłem się jednakowego podejścia do “wielkich” i do “małych” – inaczej nie mogłem. Dziś mi to znakomicie pomaga.

Wracając do meritum: trzeba próbować rozwijać mikronacyjny ruch. I próbować. I próbować. Inaczej pozostaną nam tylko narzekania na Facebook i wszechobecne gry przeglądarkowe…

Piotr Paweł I

Wylana żółć Siergiusza Asketila

Standard

Z rozbawieniem przeczytałem artykuł sarmackiego polityka Siergiusza Asketila “Bezradność, regres, apokalipsa” w dreamlandzkim “Kurierze”. Sarmacki minister spraw zagranicznych Asketil nie był obecny na szczycie w Angemont, więc zabrał się za jego krytykę.

“Październik 2014 roku. Do Mikroświata przybył zbawiciel pod przykrywką Szczytu w hasselandzkim mieście Angemont, który miał zaradzić wirtualnym klęskom oraz wszelakim niedogodnościom mieszkańców państw wirtualnych. Wyszło jak zwykle – uśmiechnięto się z szacunku do mikronacyjnych partnerów i wrócono do diamentowych pałaców. Piękne słowa pozostaną słowami, ponieważ większość zaproszonych gości nie zechciało nawet wziąć udziału w dyskusjach” – szydzi pan Asketil. Nie zauważa, że szczyt nie miał być żadnym zbawicielem, nie miał zaradzić “wirtualnym klęskom”. Cel był prosty: zanalizować problemy i zaproponować rozwiązania. Jednym z nich jest Sojusz z konkretnym zadaniem – promocja i rozwój.

“Mikroświat nie przeżywa żadnego kryzysu. Zmieniła się ludzka mentalność, która w pierwszej kolejności stawia dobro własne nad dobrem ogółu. Z tego powodu Szczyt w Angemont, jak i inne tego typu kongresy, nigdy nie będą miały sensu” – twierdzi autor. To oryginalne stwierdzenia, bo jednak większość uczestników mikronacji uważa, że kryzys trwa w najlepsze; natomiast nie bardzo rozumiem, jak miała się zmienić ludzka mentalność – dawniej byliśmy bardziej empatyczni? No i jeśli dyplomata twierdzi, że spotkania dyplomatów nie mają sensu, to po co bawi się w dyplomatę? Chce być oryginalnym antydyplomatą?…

“Kryzysem nie jest zatem aktywność, a polityka wrogości – w kierunku zagranicy, jak i współobywateli” – dowodzi sarmacki MSZ. Chyba chodzi mu o Sarmację własnie, bo angemoncki szczyt dowodził chęci aktywności i współpracy. Czego pan Asketil znów nie zauważa. Albo zauważyć po prostu nie chce…

Co robić: szczyt w Angemont wzburzył żółć u ministra Asketila. Żółć się wylała, to i pan Asketil postanowił “dołożyć” pozytywnej i pożytecznej akcji jaką było spotkanie w Angemont. Ach, to naprawdę zachowanie godne dyplomaty. Ciekawe, gdzie się minister uczył dyplomacji? Jeśli w Dreamlandzie – a był kiedyś premierem Dreamlandu… – to zadziwiające, bo Dreamlandczycy słyną nie tylko z dyplomatycznego taktu i uprzejmości, ale i trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Być może nie powinniśmy się jednak dziwić, skoro wytransferował się do Sarmacji.

Jerzy Zermatt

 

Zbliża się Szczyt w Angemont

Standard

W dniach 10-15 października obradować będzie w Angemont konferencja z udziałem blisko dwudziestu szefów państw i rządów polskich mikronacji. Głównym celem jest dyskusja na temat promocji i rozwoju mikronacji.

Sen 4 Sala obrad Szczytu – Senat Królestwa Hasselandu

Organizatorzy stawiają sobie za cel stworzenie Sojuszu na Rzecz Rozwoju i Promocji polskich mikronacji. Oto wstępny projekt traktatu, autorstwa Kristiana Iversena, MSZ Republiki Bialeńskiej:

Sojusz na Rzecz Rozwoju i Promocji

My, państwa polskiego wirtualnego świata, zawieramy niniejszy traktat w obliczu szalejącego kryzysu demograficznego i wizji utraty świata przez nas stworzonego. Zjednoczeni chęcią przetrwania postanawiamy, co następuje.

Art. 1.
Wysokie Układające się Strony, dalej zwane Stronami, uznają swoją państwowość oraz traktują się jako niezależne podmioty prawa międzynarodowego.

Art. 2.
Powołuje się do życia Radę Sojuszu na Rzecz Rozwoju i Promocji, dalej zwaną radą.

Art. 3.
W skład rady ustalanie jest na poziomie statutu, zawartego w załączniku.

Art. 4.
Szczegóły prac rady definiuje Statut rady, dalej zwany statutem, zawarty w załączniku.

Art. 5.
Każda ze Stron może wypowiedzieć tenże traktat. Traci on swą moc prawną tylko w stosunku do Strony wypowiadającej piątego dnia następującego po dniu notyfikacji wypowiedzenia traktatu wszystkim sygnatariuszom.

Art. 6.
Niniejszy traktat wchodzi w życie dwie doby po ratyfikowaniu go przez co najmniej dwie Strony.

Oczywiście, sojusz ma nie być celem, a środkiem do realizacji celu: lepszej promocji i szybszego rozwoju polskich mikronacji. Nie ma być to ani nowa Organizacja Polskich Mikronacji, ani mikronacyjna UE czy NATO, choć nie jest wykluczone, że w coś takiego może się przekształcić. Niektórzy z uczestników rady organizacyjnej (przewodniczy jej bar. Eddard Noqtern, minister bez teki i gubernator Razuri) sugerują powstanie jakiejś federacji czy konfederacji. Na razie jednak chodzi o konkretne sprawy i konkretną współpracę. I dzięki temu jest nadzieja, że projekt może się powieść.

Jerzy Zermatt