Historia “przedinternetowa”

Standard

Każda szanująca się mikronacja ma swoją historię “przedinternetową”. Czyli: v-państwo powstało kiedyś tam – miesiąc, dwa miesiące, rok, pięć lat temu – ale państwo istnieje od setek lat. Można więc pobawić się, wymyśleć dawnych królów, stworzyć dawne wojny i zwycięstwa, a nawet porażki.

Oczywiście, łatwiej – ale tylko pozornie – mają te mikronacje, które odwołują się do faktycznie istniejących historycznie państw, jak np. Austro-Węgry. Tam historia już jest… tylko w pewnym momencie uległa zmianie, w efekcie której mamy internetowe Austro-Węgry. Ale trzeba jakoś te dwie historie połączyć…

Pozostałe mogą robić niemal, co chcą – granicą jest fantazja. Oczywiście, troszkę szkoda, że historie przedinternetowe różnych państw bardzo trudno jest połączyć. Rzecz jasna, znamy opisy pewnych Sarmatów o wojnach ze Scholandczykami, ale to jednostronna narracja. A jednostronna narracja niewiele daje.

Propozycja “Gazety Hasselandzkiej” jest taka: spróbujmy ustalić jakieś daty. Np. 1 czerwca 1763. I 12 września 1827. I spróbujmy połączyć historie kilku państw wokół tych dat.

1 czerwca 1763 – wielka wojna trójprzymierza z czwórporozumieniem

12 września 1827 – wielki zjazd władców

Może coś się uda?…

Jerzy Zermatt

Advertisements

Tylko zgodnie z prawem

Standard

Szanowni Państwo!

Zgodnie z Ustawą o przeciwdziałaniu zniesławieniom z 10.10.2011 r.

Za zniesławienie uważa się pomówienie innej osoby, grupy osób, instytucji lub osoby prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

Dodatkowo Ustawa o forum Królestwa Hasselandu z 10 maja 2012 r.

Art.2  [zakazy]

Na Forum obowiązuje zakaz:
2. Używania i umieszczania wyrazów niecenzuralnych.

Tymczasem “Gazeta” jest cytowana na forum.

Redakcja “Gazety Hasselandzkiej” uprzejmie informuje, że nie będzie publikować komentarzy zawierających zniesławienia oraz wyrazy niecenzuralne.

Redakcja

Nie zaniknie, tego jestem pewien

Standard

Choć już zdążyłem odwiedzić kilka mikronacji – nie mówiąc o rodzimym Hasselandzie – to jednak nie mam wielkiego rozeznania w wirtualnym świecie. Jak to nazywają bywalcy – realioza, bo żeby poznać coś więcej niż Hasseland – i to dobrze – musiałbym poświęcić wiele czasu na rozeznanie wprzódy kto jest kim i dlaczego, a jakiegoś porządnego przewodnika po wirtualnym świecie nie ma. Nieporządnego też.

Jedno jest pewne: są liczni mieszkańcy v-świata, którzy chyba więcej czasu poświęcają na wędrówki po v-krainach, niż po świecie realnym. Orientują się świetnie, co w Sarmacji, a co w Surmenii, co w Dreamlandzie, a co w Trizondalu. Śledzą z zapartym tchem walki wewnętrzne, spory o sukcesje i inne, podobne wydarzenia.

I chętnie je komentują. A te komentarze umieszczają w pismach, podobnych do “Gazety Hasselandzkiej”. I doskonale, jeśli się przy tym dobrze bawią. A inni to czytają, bawiąc się równie dobrze, a może nawet lepiej.

Czasami ci, co piszą, bawią się aż do przesady. Tak jak osławiony redaktor Zanik, pisujący do “Królewskich Indagacji”. Czytałem i słyszałem rozmaite o nim opinie. Może to i prawda, że ma jakiś uraz do innych mikronacyjnych polityków; rozmawiałem z Królem Piotrem Pawłem I, który opowiedział mi o perypetiach Wurstlandczyków w Organizacji Polskich Mikronacji. Możliwe, możliwe.

Ale ja widzę to inaczej. Rozejrzyjmy się po świecie realnym. Popatrzmy na pisma i pisemka (generalnie – media, także internetowe), epatujące drastycznym językiem, epatujące drastycznymi zdjęciami. Napadające na innych, wulgarne. Chyba nikt się chętnie nie przyzna, że je czyta; chowa je gdzieś pod poduszkę czy do głębokich szuflad, ogląda na zakurzonym laptopie wyciągniętym z głębi szafy, byle tylko nikt nie wiedział, kto to czyta.

Nawymyślał od komuchów czy faszystów? Ach, zacieramy ręce z radości! Nawyzywał od najgorszych? Co za uciecha! Policzki się czerwienią, oczy błyszczą. Radość!

I taką radość na pewno odczuwało wielu czytelników “artykułów” Zanika. Ha! Dołożył im! A tego porównał do Hitlera! A tych do Auschwitz!

Czasem pojawiała się refleksja, gdy to  n a s  porównał do hitlerowskich Niemiec czy stalinowskich Sowietów…

Ludzie! Zanik zanikłby dawno temu, gdyby nie miał czytelników. Teraz napisał, że zaniknie naprawdę i już go nie będzie. A jest jedna rzecz pewna: nie zaniknie! Odrodzi się, jak złowróżbny, ponury, wirtualny Feniks z popiołów i znów będzie pisał o wirtualnych Hitlerach, Stalinach i Auschwitzach.

Bo, po pierwsze – nie wytrzyma milczenia. I, po drugie – jego ukochani, znieważani czytelnicy do niego tęsknią!…

Poul Morthensen

APM zamiast OPM?

Standard

opm 

Organizacja Polskich Mikronacji upadła. Czemu – no, do tego potrzeba by dłuższych badań; tak na poczekaniu można by powiedzieć, że podstawowym powodem był brak brak potrzeby współpracy mikrokronacji. W świecie realnym, każde państwo funkcjonuje w jakiejś interakcji z innymi. Rzadko kiedy jest samowystarczalne (właściwie to nigdy). Nawet, jeśli innego państwa nie lubi, to musi od niego coś kupić, ewentualnie też musi mu coś sprzedać. To podstawowy powód, dla którego współpraca jest konieczna.

Tymczasem każda mikronacja jest samowystarczalna. Nie musi z nikim współpracować. Jeśli to czyni, to głównie z chęci podejmowania działań dyplomatycznych, a dyplomacja jest ważnym atrybutem państwa.

OPM był więc takim dodatkiem, który był potrzebny by gdzieś ową dyplomację uprawiać – ale nie tworzył wartości samej z siebie.

Moja propozycja jest inna: Agencja Pomocy Mikronacji (czy Agencja Pomocy Polskich Mikronacji). Przystępujący zgłaszałby jakiegoś eksperta, który mógłby innym w czymś pomóc. Np. informatyka czy grafika (umiejętności niezwykle pożądane), ale też prawnika, który pomógłby napisać ustawę. Czy dobrego organizatora, który wspomógłby państwo w kłopotach.

To nie będzie łatwe. Chętnych nie znajdziemy wielu. Ale może warto? Bo w naszym interesie, wspólnym interesie, jest wzmacnianie mikronacji. Wzajemnie sobie pomagając, może odniesiemy sukces.

Piotr Paweł I

Promocja, rzecz bardzo trudna

Standard

Każda mikronacja powtarza chórem, jak mantrę – “potrzebna nam promocja, potrzebna nam promocja, potrzebna nam promocja…” Ale stworzenie z tych wielu małych chórów jednego chóru większego już jakoś nie wychodzi.

Wirtualne państwo nie bardzo ma się jak reklamować w świecie realnym. Bo niby jak? Oto w redakcji gazety, w radiu czy może w jakimś liceum pojawi się dziwny facet, co oznajmi, że jest królem, prezydentem czy premierem – i chce powiedzieć o swoim państwie?

Absurd. Tak się nie da zrobić. Owszem, można próbować przez znajomych lub w jakiś dziwny sposób. W przeszłości np. Sarmacja rozreklamowała się skutecznie w jednym z pism komputerowych; próba pokazania Sarmacji jako państwa przyjaznego gejom w piśmie gejowskim zakończyła się dość smutno, bo i pomysł nie był najlepszy. O Hasselandzie też było w mediach: http://www.rp.pl/artykul/974146-Monarchisci-w-Internecie.html

Niestety, podczas większych obrad (jak np. podczas obrad Kongresu Kontynentu Wschodniego http://eskwilinia.tnb.pl/viewpage.php?page_id=24) ten temat jest nieobecny. Bardzo słabo obecny był też w Organizacji Polskich Mikronacji.

Niewielu członków ma realowe Stowarzyszenie Polskich Mikronacji, tak, jakby czołowi liderzy v-państw obawiali się zaistnieć w świecie realnym. A przecież to SPM może być forum dyskusji o promocji – nie poszczególnych mikronacji, a “idei mikronacjonalizmu” jako takiego. Żeby tysiące (miliony?) potencjalnych obywateli v-państw dowiedziały się, że takowe istnieją. A jak już się dowiedzą, to coś sobie wybiorą.

Spróbujmy o tym pomyśleć. Spróbujmy o tym porozmawiać.

Piotr Paweł I

Magda Hasse – tajemnicza postac mikronacji

Standard

Założycielką Hasselandu była Magda Hasse. Czyli – kto?…

Krążą różne wersje. Łącznie z taką, że nie była to żadna Magda, tym bardziej nie Hasse, ale posunięty w latach jegomość mieszkający gdzieś koło Poznania. Ale najbardziej prawdopodobna wydaje się teoria, że tak naprawdę były to cztery, różne osoby.

Po pierwsze więc – sama Magda, jakoby (te ponad 10 lat temu) studentka prawa UAM w Poznaniu. Po drugie – jej koleżanka, działająca jako królowa Magdalena I oraz nieco młodsza (?) koleżanka, która występowała jako Cymeryjka, a także jakiś ich (starszy nieco?) znajomy występujący jako Los.

Rzadko chyba bywało tak, by cała czwórka była obecna na raz. Czasami różne osoby występowały jako jedna konkretna postać. Widać to było po sposobie pisania; np. uporczywym pisaniu kólowa a nie królowa – jedna z osób tworzących “Magdę Hasse” pisała z błędem, a pozostałe – nie.

Wyraźnie też inna była Magdalena I, a inna Cymeryjka. W widocznie różniący się sposób zarządzały państwem i odnosiły się do obywateli. Oczywiście, to mogło być działanie celowe, ale – czy było?…

Jedno jest pewne: Magdą Hasse nie mogła być jedna osoba. “Ręczny” bank funkcjonował niemal całą dobę; “ręczna” gospodarka też. No, chyba, że przyjmiemy, iż jedna osoba siedziała 20 godzin dziennie przed komputerem…

Tak czy inaczej, Magda Hasse w pojedynkę czy we czwórkę stworzyła sprawne v-państwo, włożyła w nie dużo pracy i zaangażowania oraz ciekawych pomysłów. Takich jak ona było i jest niewielu. Zawołajmy więc: Magdo, wróć do Hasselandu!

Jerzy Zermatt

Mapa mikronacji. Gdzie Hasseland?

Standard

Podczas obrad Kongresu Kontynentu Wschodniego trwa dyskusja nad mapą mikronacji,  ten kontynent tworzących. Prezentujemy jedną z wersji; jest na niej Hasseland. Mapka

Tak, to małe wysepki na północ od Kontynentu. Wielokrotnie mniejsze od takich mikronacji jak Surmenia, Austro-Węgry czy Tyrencja.

Kształt kontynentu może dziwić, ale nie powinien – każde państwo samo określa swoje kształty i problemem jest ich wzajemne dopasowanie. Pół biedy, jeśli to wyspy, bo wyspy do morza dopasować można łatwo… Gorzej z v-państwami które odwzorowują kraje “historyczne”, jak np, Austro-Węgry. Tu już trzeba artysty!

Kolejny problem – wielkość. Każde v-państwo (no, niemal każde) chce być jak największe. Ale jak ustalić, które jest większe? Austro-Węgry to dość liczebna mikronacja; Surmenia też nie jest mała. Ale są i niewielkie państwa, które “nadymają się” ponad miarę.

To wszystko powoduje, że od lat niesłychanie trudno uzgodnić wspólną mapę. Próbowały tego wybitne osoby z mikroświata (jakoś nie lubię określenia “Polin”), próbowała Organizacja Polskich Mikronacji – bezskutecznie.

Co więc czynić? Pewno – próbować dalej. Hasseland będzie na te próby patrzył z życzliwością, niespecjalnie przejmując się niewielkimi rozmiarami swych wysp. Jak to powiedział pewien mikronacyjny klasyk, piksele na mapie nie są ważne!…

Ważne, by w mikronacjach byli ludzie.

Jerzy Zermatt